Zorba
Wiadomości
Kursy
Galeria
Nasza kadra
Misja
Działania
1 Procent
Kontakt
Statut
Linki

Wspomnienia z obozu nurkowego Email

Minął niemal rok naszych zajęć basenowych. Na basenie, pod czujnym okiem naszych instruktorów, nie dawaliśmy się utopić, a nawet ćwiczyliśmy różne sztuczki potrzebne płetwonurkom (jak choćby skoki „na zawory” czy oddychanie z jednej fajki imitującej automat). Uśmiech

Zobacz film z obozu   http://www.youtube.com/watch?v=ZaGmDKozyFU

Kolejny film  http://www.youtube.com/watch?v=aLRdEiHZjYE

Wreszcie nadeszła pora na finał przygotowań do zostania płetwonurkiem, czyli obóz. Miejsce znane „starej zorbowej gwardii” dla nas było zupełnie nowe, ale od razu przypadło nam do gustu. W domkach – nawet w trakcie cowieczornych burzy – było sucho, a grube kołdry nie pozwalały zmarznąć. Jedzenie – mimo codziennych zabaw w odgadywanie nazw lub wszystkich składników potraw – w całości znikało ze stołów. A jezioro było na wyciągnięcie ręki.

Nasza grupa – baaardzo nieliczna – zaledwie siedmioosobowa podzieliła się dwoma tygodniami obozu prawie sprawiedliwie. Ponieważ prawie robi wielką różnicę, na pierwszy turnus pojechała nas czwórka kursantów, na drugi – dwóch, a jeden zmagał się z tym wszystkim „gdzieś pomiędzy”.

Nasza czwórka: Beata (pisząca te słowa), Dorota, Krzysiek i Mikołaj (kolejność alfabetyczna ;-) ) szkolona była przez dobrze znanego nam z zajęć basenowych Jacka. Skoro na basenie nie było żadnych taryf ulgowych, nie spodziewaliśmy ich się również na obozie. Stresowaliśmy się pewnie wszyscy, ale zachowywaliśmy przy tym trzeźwe spojrzenie i podejście. To przecież wakacje, urlop, a nurkowanie ma być dla nas przyjemnością ,nie harówką. Chyba nikt się nie obrazi, jeśli już na wstępie zdradzę trochę zakończenia – tak właśnie było – wszystko było dla nas dobrą zabawą, ale też sporym wysiłkiem.

Zajęcia zaczęliśmy od „dotykania” swojego sprzętu. Każdy dostał własny ekwipunek, który miał mu służyć przez cały czas – jacket i dwa automaty. W niedzielę po porannych ćwiczeniach z wyważania się (jeszcze bez KRW) przyszedł czas na naukę montowania wszystkiego do kupy. Montowaliśmy, rozmontowywaliśmy, montowaliśmy, rozmontowywaliśmy – a starsi stażem koledzy przyglądali się i od czasu do czasu, bardzo miło, coś podpowiadali, na coś zwracali uwagę. W poniedziałek zaczęliśmy nasze ćwiczenia w sprzęcie. Zakładanie sprzętu na powierzchni jest niczym w porównaniu z zakładaniem tego samego sprzętu w wodzie. I nieważne, że woda sięgała nam ledwie po pas – pianka utrudniała ruchy, maska ograniczała widoczność, rękawiczki sprawiały, że ruchy były nieprecyzyjne, ale w końcu się udało. Jak się ubraliśmy to znowu trzeba było się wyważyć i sprawdzić „jak to wszystko działa”. Na płytkiej wodzie robiliśmy standardowe ćwiczenia: opróżnienie maski z wody, ściągnięcie i założenie maski,  oddychanie z jednego automatu w dwie osoby, potem szukaliśmy zaplątanych manometrów, a na koniec skakaliśmy z pomostu. Najgorzej było wyjść z wody i przejść po pomoście – za każdym razem sprzęt ważył jakby trochę więcej. I już na zawsze zapamiętamy (a przynajmniej co niektórzy), że w płetwach po pomoście to się drepce tyłem.

Następne dni były bardziej podobne do siebie: rano śniadanie (tak, tak, starsze roczniki zazdrościły nam braku rozgrzewki, mogliśmy spać do 7:45), o 9 odprawa, potem krótkie omówienie zajęć z Jackiem, uzbrojenie sprzętu, przebranie się i do wody. Szło nam całkiem sprawnie, nie zamienialiśmy się w korki od szampana i mieliśmy ochotę na dwa nurkowania – jedno bardziej szkoleniowe, drugie rekreacyjne. Codziennie schodziliśmy głębiej, aż odbiliśmy się od najgłębszego dna, czyli 20 m. I to było coś! Fajną przygodą było też nurkowanie nocne, choć drugiej turze wysiadły nieco latarki, ale przynajmniej trzymali się blisko instruktora i nigdzie nie zbłądzili. Ćwiczenia z ratownictwa też ponoć mieliśmy dość lekkie, choć zmęczyliśmy się na nich, jak nigdy przedtem. A dziewczyny zdołały wyciąganego z platformy Jacka przeciągnąć po glonach, zanim go na dobre uratowały.

Wszystko co dobre, szybko się niestety kończy . Na sobotniej odprawie – w obecności uczestników I i II turnusu dostaliśmy nasze książeczki nurkowe. Jeszcze tylko symboliczny klaps płetwą i… zostaliśmy płetwonurkami.

Podziękowania za te kilka czerwcowo-lipcowych dni w pierwszej kolejności kierujemy do Jacka. Za cierpliwość, wyrozumiałość i ciągłe pochwały w naszą stronę kierowane. Romanowi dziękujemy za obsługę naszego sprzętu oraz przebieralnię dla płci pięknej, Jurkowi S. za wyliczanki przy posiłkach i codzienne miłe powitania pań w hangarze, Jurkowi P. za noże ;-), Krzyśkowi za opiekę medyczną (niby po prostu, ale to b. dużo), bossowi Stefanowi za pozytywne ustosunkowanie się do pewnej prośby, a wszystkim uczestnikom za naprawdę fajną, koleżeńską atmosferę.

Tekst: Beata Nawrotkiewicz

 

Obraz Losowy

1% dla OPP



Nasz adres: ul. Teatralna 16/20, 50-055 Wrocław; Tel/fax: 0-71 344-45-41

Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.